Prawo pożądliwości - odkryj prawdziwe potrzeby swojego ciała

Prawo pożądania ciała: jak zaspokoić rzeczywiste potrzeby

Nieobecność i obecność mają na nas niezwykle pierwotny wpływ. Nadmiar obecności dławi, a pewien zakres nieobecności zwiększa nasze zainteresowanie.
0 Udostępnień
0
0
0

Nieobecność i obecność mają na nas niezwykle pierwotny wpływ. Nadmiar obecności dławi, a pewien zakres nieobecności zwiększa nasze zainteresowanie. Jesteśmy naznaczeni ciągłym pragnieniem posiadania tego, czego nie mamy – obiektu kreowanego przez nasze fantazje. Naucz się tworzyć wokół siebie aurę pewnej tajemnicy, wykorzystuj strategiczną nieobecność, aby inni pragnęli Twojego powrotu, aby pragnęli Cię zdobyć. Pokazuj innym to, czego najbardziej brakuje im w życiu, czego nie wolno im mieć, a oszaleją z pożądania. Trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Postaraj się przezwyciężyć w sobie tę słabość, przyjmując odpowiedzialność za swoją sytuację, swój los.

Jako ludzie rzadko bywamy zadowoleni z tego, co mamy. Działa w nas jakaś perwersyjna siła, która sprawia, że w chwili, gdy wchodzimy w posiadanie czegoś lub dostajemy to, czego chcieliśmy, nasze umysły zaczynają dryfować w kierunku czegoś nowego i odmiennego,wyobrażamy sobie, że możemy mieć coś lepszego. Im bardziej odległy czy mniej osiągalny jest ten nowy obiekt, tym większe odczuwamy pragnienie, aby go posiąść. Moglibyśmy to nazwać syndromem bardziej zielonej trawy, to taki psychologiczny odpowiednik złudzenia optycznego – gdy zaczynamy obserwować trawę z coraz mniejszej odległości, dostrzegamy, że wcale nie jest taka zielona. Gdy coraz bardziej zbliżamy się do obiektu naszego pożądania, zauważamy, że nie jest aż tak atrakcyjny, jak myśleliśmy.

Ten syndrom jest bardzo głęboko zakorzeniony w naszej naturze. Najstarszy odnotowany przykład jego istnienia można znaleźć w Starym Testamencie, w opowieści o exodusie z Egiptu. Mojżesz, wybrany przez Boga, aby zabrać Izraelitów do Ziemi Obiecanej, wyprowadził ich na pustkowia, po których błąkali się przez czterdzieści lat. W Egipcie Izraelici byli niewolnikami i mieli ciężkie życie, ale w obliczu trudów na pustyni nagle zaczęli odczuwać nostalgię za tym, jak było wcześniej. Gdy zajrzał im w oczy głód, Bóg zaopatrzył ich w mannę z nieba, ale nie była ona niczym, co nawet z daleka mogłoby przypominać pyszne melony, ogórki i mięso, które znali z Egiptu. Nieszczególnie ekscytowały ich czynione przez Boga cuda (na przykład to, że z jego woli rozstąpiło się Morze Czerwone), więc postanowili zrobić sobie złotego cielca, którego zaczęli czcić, ale gdy Mojżesz ich za to ukarał, szybko stracili zainteresowanie nowym bóstwem.

Przez cały czas jęczeli i narzekali, stale przyprawiając Mojżesza o ból głowy. Mężczyźni pożądali cudzoziemek, a ogólnie wszyscy rozglądali się za jakimś nowym kultem, któremu mogliby się oddać. Te niekończące się przejawy niezadowolenia zirytowały nawet samego Boga, który zakazał całemu pokoleniu, w tym Mojżeszowi, wstępu do Ziemi Obiecanej. Nawet jednak po tym, jak krainę mlekiem i miodem płynącą zasiedliło następne pokolenie, narzekania trwały w najlepsze. Izraelici niezależnie od tego, co mieli, marzyli o czymś lepszym za horyzontem.

Także współcześnie da się dostrzec działanie tego syndromu w naszym codziennym życiu. Nieustannie przyglądamy się innym ludziom, którzy wydają się żyć lepiej niż my – bo mieli bardziej kochających rodziców, bo ich kariery są bardziej ekscytujące, bo wiodą łatwiejsze życie. Nawet gdy pozostajemy w doskonale satysfakcjonującym związku, nasze umysły nieustannie kierują się ku jakimś nowym osobom, ku komuś, kto nie ma boleśnie rzeczywistych wad naszego partnera, a przynajmniej tak nam się wydaje. Marzymy o wyrwaniu się z naszego nudnego życia i odbyciu podróży do jakiejś egzotycznej krainy, w której ludzie są po prostu szczęśliwsi od nas, żyjących w ponurym mieście. Gdy tylko zdobywamy pracę, natychmiast zaczynamy sobie wyobrażać coś lepszego. Na poziomie politycznym władze są skorumpowane i potrzebujemy jakiejś rzeczywistej zmiany, być może rewolucji, po której – jak sobie wyobrażamy – nastanie prawdziwa utopia, by zastąpić niedoskonały świat, w którym żyjemy. Nie myślimy o ogromnej większości rewolucji znanych z historii, w rezultacie których nic się nie zmieniło albo zmieniło się wszystko – tyle że wyłącznie na gorsze.

We wszystkich takich przypadkach, gdy zbliżamy się do ludzi, którym zazdrościmy, do domniemanie szczęśliwej rodziny, do kolejnej osoby, której pragniemy, do mieszkańców egzotycznych krain, które chcemy poznać, do lepszej pracy, do wyimaginowanej utopii, dociera do nas, że wszystko to jest iluzją. I często kiedy działamy, realizując te pragnienia, w rozczarowujący sposób zdajemy sobie z tego sprawę, ale nie zmienia to naszego zachowania. Kolejny lśniący w oddali obiekt, kolejny egzotyczny kult czy plan szybkiego wzbogacenia się nieuchronnie nas uwodzą.

Jednym z najbardziej uderzających przykładów tego syndromu jest sposób, w jaki zaczynamy postrzegać własne dzieciństwo, gdy odchodzi ono w przeszłość. Większość z nas pamięta wspaniały czas zabawy i ekscytacji. Z wiekiem staje się on w naszej pamięci coraz bardziej niezwykły. Oczywiście “przypadkiem” zapominamy o lękach, kompleksach i krzywdach, które nękały nas w dzieciństwie i zapewne pochłaniały więcej naszej przestrzeni mentalnej niż pamiętane przez nas ulotne przyjemności. Ponieważ jednak nasza młodość jest obiektem, który stopniowo coraz bardziej oddala się w czasie, mamy skłonność do jej idealizowania, do uznawania jej za zieleńszą niż zielona.

Funkcjonowanie tego syndromu można wyjaśnić, wspominając o trzech cechach ludzkiego mózgu. Pierwsza z nich to tak zwana indukcja – chodzi o to, że coś pozytywnego generuje w naszym umyśle kontrastowy, negatywny obraz. Najlepiej widać to w sposobie, w jaki patrzymy na otoczenie. Kiedy widzimy jakiś kolor – na przykład czerwony lub czarny – wzmaga się także nasza wrażliwość na kolor mu przeciwstawny, w tym przypadku zielony lub biały. Patrząc na czerwony obiekt, często widzimy wokół niego zieloną aureolę. Ogólnie rzecz biorąc, nasz umysł działa na zasadzie kontrastów. Jesteśmy w stanie formułować koncepcje na temat czegoś, zyskując świadomość przeciwieństwa lub przeciwieństw tego czegoś, a nasz mózg nieustannie te kontrasty pogłębia.

Oznacza to po pierwsze, że kiedy coś widzimy lub sobie wyobrażamy, nasze umysły nie mogą nie widzieć lub nie wyobrażać sobie czegoś przeciwstawnego. Jeśli kultura, w której żyjemy, nie pozwala nam o czymś myśleć lub żywić konkretne pragnienia, to takie tabu natychmiast kieruje nasze myśli ku temu, czego się nam zabrania. Każde “nie” wywołuje odpowiadające mu “tak”. (Branża pornograficzna w Anglii powstała właśnie dlatego, że w czasach wiktoriańskich wydano zakaz rozpowszechniania pornografii). Tego umysłowego rozchwiania pomiędzy kontrastami nie jesteśmy w stanie kontrolować. Predysponuje nas ono do myślenia właśnie o tym, czego nie mamy, a następnie do pragnienia tego czegoś.

Po drugie, samozadowolenie byłoby dla obdarzonych świadomością zwierząt takich jak ludzie niebezpieczną cechą ewolucyjną. Gdyby nasi pradawni przodkowie byli skłonni odczuwać zadowolenie z warunków, w jakich żyli, nie byliby wystarczająco czujni w obliczu wszelkich możliwych niebezpieczeństw czających się w pozornie nawet najbardziej bezpiecznym otoczeniu. Przetrwaliśmy i rozwijamy się dzięki ciągłej świadomej czujności, która predysponowała nas do myślenia i wyobrażania sobie potencjalnie negatywnych stron każdej życiowej sytuacji. Nie żyjemy już na sawannach ani w lasach, w których mogłyby nam zagrażać drapieżniki i inne naturalne niebezpieczeństwa, ale nasze mózgi są zaprogramowane, jakby tak było. Skłaniamy się zatem ku stale negatywnym inklinacjom, co świadomie często wyrażamy, oddając się narzekaniom.

I wreszcie po trzecie, to, co prawdziwe i to, co wyobrażone wywołuje w mózgu podobne wrażenia. Dowiodły tego liczne eksperymenty, w ramach których mózgi wyobrażających sobie coś osób wykazywały aktywność typu elektrycznego i chemicznego, która była zadziwiająco podobna do aktywności pojawiającej się wtedy, gdy te osoby coś faktycznie przeżywały, a wszystko to było rejestrowane metodą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fRMI). Rzeczywistość może bywać dość trudna, pełna ograniczeń i problemów. Wszyscy musimy umrzeć. Każdego dnia stajemy się starsi i ubywa nam sił. Sukces wymaga poświęceń i ciężkiej pracy. Za to w wyobraźni możemy wykraczać poza te ograniczenia i rozpatrywać najróżnorodniejsze możliwości. Nasza wyobraźnia jest zasadniczo nieograniczona, a to, co sobie wyobrażamy, ma niemal identyczną siłę jak to, czego doświadczamy. W ten sposób stajemy się istotami, które nieustannie wykazują skłonność do wyobrażania sobie czegoś lepszego niż obecne okoliczności i odczuwania pewnej przyjemności z uwalniania się od rzeczywistości.

Wszystko to sprawia, że syndrom “bardziej zielonej trawy” jest w nieunikniony sposób obecny w naszej konstrukcji psychologicznej. Nie powinniśmy prawić sobie wzajemnie morałów ani narzekać na tę (być może) wadę ludzkiej natury. To element życia umysłowego każdego z nas, z którym wiąże się tak naprawdę wiele korzyści. Jest on źródłem zdolności do myślenia w kategoriach nowych możliwości i innowacyjności. To właśnie dzięki niemu nasza wyobraźnia stała się tak potężnym instrumentem. A z drugiej strony jest także konstruktem, za którego sprawą jesteśmy w stanie poruszać, ekscytować i uwodzić innych.

Wiedza o tym, jak wykorzystywać naturalną pożądliwość innych, jest ponadczasową sztuką i fundamentem wszelkich postaci perswazji. Problemem, przed którym stoimy obecnie, nie jest to, że ludzie nagle przestali odczuwać pragnienia, ale coś wręcz przeciwnego – że tracimy więź z tą sztuką i mocą, jaką nam ona zapewnia.

Dowody na istnienie tego stanu są widoczne w naszej kulturze. Żyjemy w czasach bombardowania i nasycenia. Reklamodawcy zasypują nas swoimi komunikatami i wizerunkami marek, kierując nas to tu, to tam, byśmy coś klikali i kupowali. Filmy są jak maczuga – walą nas w głowę i atakują zmysły. Politycy to mistrzowie wzbudzania zamętu i wykorzystywania naszego niezadowolenia stanem obecnym, którzy jednak nie mają pojęcia, jak pobudzić naszą wyobraźnię w kontekście przyszłości. Wszystko to powoduje, że zatracamy subtelność, i ogólnie ogranicza naszą wyobraźnię, która skrycie pragnie czegoś innego.

Tego rodzaju dowody widać także w relacjach osobistych. Coraz więcej osób zaczyna wierzyć, że inni powinni ich pragnąc po prostu za to, kim są. Oznacza to ujawnianie wszelkich możliwych informacji na swój temat, udostępnianie wszem wobec wiadomości o tym, co się lubi, a czego nie, i dążenie do tego, aby być jak najbardziej znanym jak najszerszemu ogółowi. Nie pozostawia to miejsca na wyobraźnie, więc kiedy mężczyzna lub kobieta, której tacy ludzie pragną, traci nimi zainteresowanie, wchodzą oni do sieci i zaczynają gardłować na temat tego, jak powierzchowni są mężczyźni czy jak nieodpowiedzialne są kobiety. Stajemy się coraz bardziej egocentryczni i coraz trudniej jest nam analizować psychikę drugiej osoby, aby móc wyobrazić sobie, czego ona chce od nas, a nie wyłącznie fantazjować o tym, czego my oczekujemy od niej.

Zrozum: można naturalnie uznawać to wszystko za dowód na to, że my, ludzie, stajemy się coraz bardziej szczerzy i prawdomówni, ale ludzka natura nie zmienia się na przestrzeni kilku pokoleń. Ludzie stają się coraz mniej wrażliwi na niuanse i coraz bardziej jednostronni nie sprawą silnego przymusu moralnego, ale z powodu wzrastającego egocentryzmu i ogólnego lenistwa. Bycie sobą czy rozgłaszanie własnego komunikatu po prostu nie wymaga wysiłku. A efektem braku wysiłku jest brak wpływu na psychikę innych ludzi. Oznacza to, że zainteresowanie innych nami staje się cienkie jak papier. Ich uwaga szybko przemija, a my nie wiemy dlaczego. Nie daj się nabrać na modny obecnie łatwy moralizm, który zachęca do uczciwości kosztem powabu. Kieruj się przeciwną stronę. Skoro jest tak niewielu ludzi, którzy rozumieją sztukę wzbudzania pożądania, możesz w ten sposób zyskać nieograniczone możliwości, by błyszczeć i wykorzystywać wypierane przez innych fantazje.



0 Udostępnień
Może Cię zainteresować