Kompendium prawa narcyzmu i empatii

Wszyscy jesteśmy zaopatrzeni w niezwykłe narzędzie – empatię.
0 Udostępnień
0
0
0

Wszyscy w naturalny sposób jesteśmy zaopatrzeni w niezwykłe narzędzie do tworzenia więzi z ludźmi i zapewniania sobie korzyści społecznych – empatię. Pielęgnowana i odpowiednio wykorzystywana umożliwia nam wgląd w nastroje i myśli innych oraz daje moc przewidywania ludzkich działań i łagodnego osłabiania ich oporu. Skuteczność tego instrumentu ogranicza jednak zwykle nasz egocentryzm. Wszyscy jesteśmy narcyzami, choć u niektórych z nas tendencja ta przejawia się silniej niż u innych. Naszą życiową misją jest okiełznanie miłości własnej i ustalenie, w jaki sposób powinniśmy kierować naszą wrażliwość na zewnątrz, w stronę innych, a nie do wewnątrz. Jednocześnie musimy uczyć się rozpoznawać toksycznych narcyzów w naszym otoczeniu, zanim wpadniemy w ich sidła i zostaniemy zatruci ich zazdrością.

Od momentu narodzin, my, ludzie, czujemy niekończącą się potrzebę zwracania na siebie uwagi. Jesteśmy istotami społecznymi. Nasze przetrwanie i szczęście zależy od więzi, jakie tworzymy z innymi. Jeśli inni nie zwracają na nas uwagi, nie możemy nawiązać z nimi kontaktu na żadnym poziomie. Ma to pewien czysto fizyczny aspekt – aby czuć, że żyjemy, musimy wiedzieć, że inni się nam przyglądają. Ludzie, którzy przetrwali długie okresy izolacji, mogą potwierdzić, że bez kontaktu wzrokowego z drugim człowiekiem zaczynamy wątpić we własne istnienie i popadać w głęboką depresję. Ta potrzeba jest jednak także głęboko psychologiczna: dzięki właściwości uwagi, jaką poświęcają nam inni, czujemy się rozpoznawalni i doceniani za to, kim jesteśmy. Zależy od tego nasze poczucie własnej wartości. To tak istotne dla ludzkiego zwierzęcia, że aby zwrócić na siebie uwagę, jesteśmy w stanie zrobić niemal wszystko, na przykład popełniamy przestępstwa lub próbujemy popełniać samobójstwa. Przyjrzyj się jakiemukolwiek działaniu jakiegokolwiek człowieka, a dojdziesz do wniosku, że ta potrzeba jest podstawową motywacją każdego z nas.

Próbując zaspokajać głód zwracania na siebie uwagi, stajemy jednak przed nieuniknionym problemem: do dyspozycji mamy tylko to, co jest. W ramach relacji rodzinnych musimy współzawodniczyć z rodzeństwem, w szkole z kolegami z klasy, w pracy ze współpracownikami. Chwile, w których czujemy się zauważeni i doceniani, są ulotne. Większości ludzi nasz los jest w znacznej mierze obojętny, bo muszą radzić sobie z własnymi problemami. Są nawet tacy, którzy nie ukrywają, że są do nas nastawieni wrogo i nie okazują nam szacunku. Jak zatem radzić sobie z chwilami, w których czujemy się samotni, a nawet opuszczeni? Możemy podwajać wysiłki, aby zwracać na siebie uwagę, ale to zwykle wiąże się z ogromnym wydatkiem energetycznym i często miewa odwrotny skutek – ludzie, którzy za bardzo się starają, wydają się zdesperowani i nie potrafią zapewnić sobie uwagi, której pragną. Nie możemy po prostu żądać od innych, aby stale potwierdzali naszą samoocenę, a jednak tego pragniemy.

Mając do czynienia z takim dylematem od wczesnego dzieciństwa, większość z nas wymyśla rozwiązanie, które bywa całkiem skuteczne: tworzymy jaźń, obraz nas samych, który zapewnia nam komfort i sprawia, że czujemy się spełnieni od wewnątrz. Ta jaźń składa się z naszych gustów i opinii, z naszego oglądu świata, z tego, co cenimy. Budując taki obraz samych siebie, staramy się podkreślać cechy pozytywne i usprawiedliwiać wady. Nie możemy się jednak posuwać za daleko, bo jeśli nasze przekonanie o tym, jacy jesteśmy, będzie zbyt oderwane od rzeczywistości, inni uświadomią nam tę rozbieżność i zaczniemy w siebie wątpić. Jeśli natomiast zrobimy to prawidłowo, ostatecznie zyskamy jaźń, którą będziemy mogli kochać i hołubić. W takich momentach nasza energia zwraca się do wewnątrz. Centralnym punktem własnej uwagi stajemy się my sami. Gdy w nieunikniony sposób trafią nam się chwile, w których czujemy się osamotnieni lub niedocenieni, możemy wycofywać się do sfery tej jaźni i uspokajać się. W chwilach zwątpienia i depresji nasza miłość własna okazuje nam wsparcie, sprawia, że czujemy się dowartościowani, a nawet lepsi od innych. Nasz własny obraz samych siebie działa jak termostat, pomagając nam regulować poziom naszych wątpliwości i niepewności. Z punktu widzenia zapewniania sobie uwagi i uznania przestajemy być całkowicie zależni od innych. Mamy poczucie własnej wartości.

Ta koncepcja może się wydawać dziwna. Zwykle przyjmujemy taki obraz samych siebie za pewnik, zupełnie jak powietrze, którym oddychamy, i operujemy nim w znacznej mierze podświadomie. Nie czujemy ani nie widzimy, jak działa termostat. Najlepszym sposobem, aby dosłownie zwizualizować sobie tę dynamikę, jest przyjrzenie się tym, którym brakuje spójnego poczucia jaźni – osobom, które będziemy nazywać głęboko narcystycznymi.

Gdy konstruujemy jaźń, na którą możemy liczyć i którą możemy kochać, kluczowym momentem w jej rozwoju jest okres, gdy mamy od dwóch do pięciu lat. Powoli rozdzielamy się wtedy z matką i stajemy w obliczu świata, w którym nie możemy liczyć na natychmiastową gratyfikację. Uświadamiamy sobie także, że jesteśmy z jednej strony sami, a z drugiej nadal, aby przetrwać, zależni od naszych rodziców. Naszą reakcją jest identyfikacja z najlepszymi cechami rodziców – z ich siłą i zdolnością do zapewniania nam ukojenia – i włączenie tych cech do własnej osobowości. Jeśli nasi rodzice wspierają nasze pierwsze wysiłki w dążeniu do niezależności, jeśli potwierdzają naszą potrzebę poczucia siły i rozpoznają wyjątkowe cechy, jakimi dysponujemy, nasz obraz samych siebie zyskuje fundamenty i możemy powoli zaczynać coś na nich budować. Osoby głęboko narcystyczne doznają natomiast na tym wczesnym etapie rozwoju gwałtownego rozdarcia i dlatego nigdy nie konstruują do końca spójnego i realistycznego poczucia jaźni.

Dzieje się tak dlatego, że ich matki (lub ojcowie) sami często bywają głęboko narcystyczni i zbyt pochłonięci sobą, aby w ogóle dostrzegać dziecko, nie mówiąc nawet o zachęcaniu go do pierwszych prób zapewniania sobie niezależności. Z drugiej strony mogą to być także osoby skłonne do usidlania dziecka, do otaczania go kokonem – nadmiernie ingerujące w jego życie, przytłaczające je swoją troską, izolujące od innych i uznające jego rozwój za sposób na potwierdzanie własnej wartości. Takie osoby nie dają dziecku możliwości stworzenia jaźni. W historii prawie wszystkich osób głęboko narcystycznych znajdujemy albo odrzucenie, albo usidlenie. W efekcie nie dysponują one jaźnią, do której mogłyby się wycofać, nie mają podstaw, aby mieć poczucie własnej wartości, i są całkowicie zależne od uwagi innych, aby móc czuć, że żyją i są wartościowe.

Jeśli takie narcystyczne osoby są ekstrawertykami, to w dzieciństwie są w stanie funkcjonować stosunkowo nieźle, a nawet się rozwijać, bo stają się mistrzami przyciągania i monopolizowania uwagi. Mogą wydawać się żywiołowe i ekscytujące. W przypadku dziecka takie cechy można uznawać za oznakę przyszłego sukcesu społecznego. Pod powierzchnią stają się jednak niebezpiecznie uzależnione od uwagi innych, którą pobudzają, aby czuć się spełnione i wartościowe. Jeśli natomiast są introwertykami, wycofują się do krainy fantazji, wyobrażając sobie jaźń, która jest lepsza od jaźni innych. A ponieważ nie uzyskają potwierdzenia tego obrazu samych siebie w oczach innych, bo jest on całkowicie nierealistyczny, także przeżywają chwile poważnych wątpliwości, a nawet mogą czuć nienawiść do samych siebie. Są albo bóstwami, albo robakami. Nie posiadając spójnego rdzenia, mogą sobie wyobrażać, że są różnymi osobami, a zatem ich fantazje zmieniają się wraz z prowadzonymi przez nie próbami znajdowania sobie coraz to nowych osobowości.

Koszmarem dla osób głęboko narcystycznych bywa zazwyczaj wiek między dwudziestką a trzydziestką, bo nie udaje im się wytworzyć wspomnianego wyżej wewnętrznego termostatu, spójnego poczucia jaźni, którą mogliby kochać i na niej polegać. Ekstrawertycy, aby czuć, że żyją i są doceniani, muszą stale przyciągać uwagę. Robią się coraz bardziej dramatyczni, ekshibicjonistyczni i megalomańscy. Może się to stawać męczące, a nawet żałosne. Muszą zmieniać przyjaciół i okoliczności, aby stale występować przed nową publicznością. Introwertycy wchodzą natomiast coraz głębiej w krainę fantazji. Nie mają umiejętności społecznych i promieniują wyższością, więc mają tendencję zrażania do siebie innych i zwiększania tym samym niebezpiecznego poczucia własnej izolacji. W obu tych przypadkach niezbędną protezą zapewniającą takim ludziom ukojenie w nieuniknionych momentach zwątpienia i depresji mogą się stawać narkotyki, alkohol czy też wszelkie inne postacie uzależnień.

Osoby głęboko narcystyczne da się rozpoznać na podstawie następujących wzorców zachowania: gdy ktokolwiek je obraża lub kwestionuje ich słowa albo działania, nie dysponują żadną obroną, niczym wewnętrznym, co mogłoby im zapewnić ukojenie lub potwierdzić ich wartość. Reagują na ogół z wściekłością i w poczuciu tego, że to one mają słuszność, pragną zemsty. To jedyny sposób, w jaki potrafią koić poczucie zagubienia. We wszelkiego rodzaju konfliktach odgrywają rolę zranionych ofiar, co dezorientuje innych, a nawet wzbudza ich sympatię. Są zgryźliwe i nadwrażliwe. Niemal wszystko biorą do siebie. Mogą stawać się dosyć paranoiczne i we wszystkich doszukiwać się wrogów. Gdy mówimy o czymś, co w jakiś sposób nie dotyczy ich bezpośrednio, nietrudno doszukać się w wyrazie ich twarzy objawów zniecierpliwienia lub dystansu. Natychmiast kierują rozmowę z powrotem na siebie i rzucają jakąś historyjkę lub anegdotę, aby odwrócić uwagę od trawiącego je poczucia niepewności. Widząc, że inni zwracają uwagę na siebie, a we własnym mniemaniu zasługują na nie one, mogą wykazywać skłonność do wściekłych ataków zazdrości. Często cechuje je skrajna pewność siebie, bo jest to coś, co zawsze pomaga zwracać na siebie uwagę i starannie ukrywa ich wewnętrzną pustkę i rozczłonkowaną jaźń. Należy uważać, aby nie wystawiać tej ich pewności siebie na próbę.

Jeśli chodzi o innych ludzi w ich życiu, osoby głęboko narcystyczne dysponują niezwykłą właściwością, która bywa trudna do zrozumienia. Otóż wykazują one tendencję do postrzegania innych jako przedłużenie siebie – ludzie są dla nich wyłącznie narzędziami do zapewniania sobie uwagi i walidacji. Ich pragnieniem jest kontrolowanie innych tak, jakby kontrolowali własną rękę lub nogę. W związkach stopniowo skłaniają swoich partnerów do zrywania kontaktów z przyjaciółmi – bo przecież nie mogą mieć konkurencji w kwestii zwracania na siebie uwagi.

Niektórym utalentowanym osobom o głęboko narcystycznych cechach (przykłady w dalszej części publikacji) udaje się znajdować pewien rodzaj odkupienia w pracy, gdzie mogą ukierunkowywać swoją energię i przyciągać uwagę, której pożądają dzięki własnym osiągnięciom, choć zwykle bywają dosyć niekonsekwentne i niestabilne. Dla większości tego rodzaju osób koncentracja na pracy bywa jednak zwykle czymś zbyt trudnym. Bez termostatu w postaci poczucia własnej wartości tacy ludzie miewają tendencję do ciągłego zamartwiania się o to, co inni o nich myślą, a to sprawia, że trudno jest im się przez dłuższy czas koncentrować na wydarzeniach zewnętrznych i stawiać czoła niecierpliwości i niepokojowi, jakie towarzyszą pracy. Często zmieniają więc miejsce pracy i ścieżki kariery, co staje się dla nich gwoździem do trumny, bo nie są w stanie zapewniać sobie rzeczywistego uznania dzięki własnym osiągnięciom i ciągle pochłania ich potrzeba sztucznego stymulowania uwagi innych.

Jednostki głęboko narcystyczne bywają denerwujące i frustrujące w obejściu; mogą się także stać bardzo szkodliwe, jeśli zbytnio się do nich zbliżamy. Wciągają nas we własne niekończące się dramaty i sprawiają, że zaczynamy mieć poczucie winy, jeżeli bez ustanku nie poświęcamy im uwagi. Relacje z nimi są całkowicie niesatysfakcjonujące, a bycie partnerem lub małżonkiem kogoś takiego może być wręcz śmiertelnie niebezpieczne. W ostatecznym rozrachunku wszystko musi się kręcić wokół nich, więc po ustaleniu, że ktoś jest osobą głęboko narcystyczną, najlepszym rozwiązaniem będzie zejście mu z drogi. Niech idzie dalej.

Istnieje także pewna odmiana takich ludzi – jeszcze bardziej niebezpieczna i toksyczna za sprawą zakresu władzy, jaki mogą skupiać we własnych rękach – a mianowicie narcystyczni przywódcy. (Ten typ osobowości istnieje od dawna, za jego pierwszy odnotowany przykład można prawdopodobnie uznać znanego z Biblii Absaloma, ale w starożytnej literaturze nie brakuje także innych tego rodzaju ludzi, wystarczy wspomnień choćby o Alkibiadesie, Cyceronie czy cesarzu Neronie). Do tej kategorii należą niemal wszyscy dyktatorzy czy tyranizujący innych szefowie. Na ogół bywają oni bardziej ambitni niż przeciętne osoby o cechach głęboko narcystycznych i przez jakiś czas są w stanie zaprzęgać tę energię do pracy. Demonstrując narcystyczną pewność siebie, przyciągają uwagę i naśladowców. Mówią i robią rzeczy, których inni ludzie nie mają odwagi powiedzieć lub zrobić, co wydaje się godne podziwu i autentyczne. Zdarza się, że miewają wizje dotyczące jakichś innowacyjnych produktów a ponieważ promieniują pewnością siebie, są także w stanie znajdować osoby, które pomagają im te wizje realizować. Są ekspertami w wykorzystywaniu innych.

Jeśli udaje im się odnieść sukces, pojawia się straszliwy wir – w ich orbitę trafia coraz więcej ludzi, co tylko rozdyma ich megalomanię. Gdy ktokolwiek ośmiela się rzucić im wyzwanie, są bardziej od innych ludzi skłonni do popadania w głęboką, narcystyczną wściekłość. Są nadwrażliwi. Lubią też wywoływać ciągłe dramaty, które mają stanowić uzasadnienie ich władzy – są jedynymi, którzy potrafią rozwiązać tworzone przez samych siebie problemy. Zapewnia im to także więcej możliwości znajdowania się w centrum uwagi. Miejsce pracy pod ich kierownictwem nigdy nie jest stabilne.

Czasami tacy ludzie zostają przedsiębiorcami, którzy zakładają firmy za sprawą swojej charyzmy i zdolności przyciągania innych. Często charakteryzuje ich także rys kreatywności. W przypadku wielu tego rodzaju przywódców braki w zakresie wewnętrznej stabilności oraz kreowany przez nich chaos znajdują odzwierciedlenie w funkcjonowaniu ich firmy lub grupy, której przewodzą. Tacy ludzie nie potrafią stworzyć spójnej struktury czy organizacji. Muszą wszystko wiedzieć, wszystko i wszystkich kontrolować – wszyscy inni to przecież ich obiekty self. Szczycą się tym, że są autentyczni i spontaniczni, a tak naprawdę brakuje im zdolności koncentracji i nie w są w stanie stworzyć czegokolwiek, co będzie trwałe. Wykazują tendencję do wywoływania pożarów, do niszczenia wszystkiego, co tworzą.

Wyobraźmy sobie narcyzm jako sposób oceny poziomu naszego egocentryzmu, jakby miał on mierzalną skalę z wartościami wysokimi i niskimi. Na pewnej głębokości, powiedzmy, że poniżej połowy skali, ludzie wchodzą w sferę głębokiego narcyzmu. Po osiągnięciu tej głębokości bardzo trudno jest im się wynurzyć, bo nie mają aparatu samooceny. Osoby głęboko narcystyczne pozostają całkowitymi egocentrykami i znajdują się prawie zawsze w dolnej części skali. Jeśli chwilowo udaje im się nawiązywać kontakt z innymi ludźmi, komentarze, które ci ludzie wygłaszają, lub działania, które podejmują, napędzają ich poczucie zagubienia i gwałtownie toną. Przeważnie mają jednak tendencję do zapadania się coraz głębiej w sobie. Inni ludzie to narzędzia. Rzeczywistość jest tylko odzwierciedleniem ich potrzeb. Stałe zwracanie na siebie uwagi jest ich jedynym sposobem na przetrwanie.

Powyżej połowy skali znajduje się natomiast coś, co będziemy nazywać osobowością funkcjonalnie narcystyczną. To przestrzeń, w której mieści się większość z nas. Także jesteśmy zaabsorbowani sobą, ale tym, co nie pozwala nam zapadać się w sobie, jest spójne poczucie jaźni, na którym możemy polegać i które kochamy. (Na ironię zakrawa fakt, że wyra “narcyzm” oznacza miłość własną, gdy w rzeczywistości osoby głęboko narcystyczne nie mają spójnej jaźni, którą mogłyby kochać, i to jest właśnie źródłem ich problemu). W ten sposób wytwarzamy w sobie wewnętrzną elastyczność. Mogą się nam zdarzać chwile, w których na przykład pod wpływem przygnębienia lub życiowych wyzwać pogrążamy się w narcyzmie i opadamy poniżej połowy skali, ale zawsze się wynurzamy. Osoby funkcjonalnie narcystyczne nie czują nieustannej niepewności ani cierpienia i nie muszą stale zwracać na siebie uwagi, więc mogą kierować się na zewnątrz, ku pracy i budowaniu relacji z innymi ludźmi.

Nasze zadanie jako badaczy natury ludzkiej jest trojakiego rodzaju. Po pierwsze, musimy w pełni zrozumieć fenomen głębokiego narcyzmu. Chociaż osoby tego rodzaju stanowią mniejszość, niektóre z nich mogą wyrządzać bardzo poważne szkody w swoim otoczeniu. Musimy umieć rozpoznawać toksycznych ludzi wywołujących zamieszanie i usiłujących zmieniać nas w obiekty, które będą mogli wykorzystać do własnych celów. Przyciągają nas niezwykłą energią, gdy jednak wpadamy w ich sidła, próby uwalniania się z nich mogą okazywać się koszmarem. Są mistrzami emocjonalnej żonglerki i z upodobaniem wywołują u innych poczucie winy. Najbardziej niebezpieczni ze wszystkich takich osób są narcystyczni przywódcy – musimy umieć opierać się ich czarowi i potrafić demaskować fasadę ich pozornej kreatywności. Wiedza o tym, jak radzić sobie w życiu z osobami głęboko narcystycznymi, to ważna umiejętność, którą powinien posiąść każdy z nas.

Po drugie, musimy być uczciwi wobec własnej natury i jej nie wypierać. Wszyscy jesteśmy narcyzami. Podczas rozmów wszyscy dążymy do tego, aby móc się wypowiedzieć, aby zaprezentować własną narrację, aby wyrazić swoją opinię. Lubimy ludzi, którzy podzielają nasze poglądy – bo to potwierdza nasz dobry gust. Jeśli tak się składa, że jesteśmy asertywni, postrzegamy asertywność jako cechę pozytywną, bo jest nasza, natomiast inni, bardziej nieśmiali, zwykle oceniają ją jako coś nieznośnego i wolą cechy bardziej introspektywne. Za sprawą miłości własnej wszyscy łakniemy pochlebstw. Moralizatorzy, którzy w dzisiejszych czasach próbują się odseparowywać od ogółu i potępiać narcyzów, często bywają największymi z nich – uwielbiają brzmienie swojego głosu, gdy wskazują innych palcami i prawią kazania. Wszyscy znajdujemy się w spektrum egocentryzmu. Tworzenie jaźni, którą możemy kochać, to właściwy kierunek rozwoju, nie powinny się z nim wiązać żadne stygmaty. Bez wewnętrznego szacunku dla samych siebie wpadalibyśmy w głęboki narcyzm. Aby natomiast wyjść poza narcyzm funkcjonalny, co powinno być naszym celem, musimy najpierw stać się uczciwi wobec samych siebie. Jeśli będziemy zaprzeczać istnieniu własnej egocentrycznej natury i próbować udawać, że jesteśmy bardziej altruistyczni niż inni, jakakolwiek przemiana nie będzie możliwa.

Po trzecie i najważniejsze, musimy się poddać transformacji i zacząć przekształcać w zdrowych narcyzów. Osoby będące zdrowymi narcyzami mają silne i jeszcze bardziej odporne niż osoby funkcjonalnie narcystyczne poczucie własnej jaźni. Mają tendencję zbliżania się do szczytu skali. Szybciej otrząsają się z cierpienia i szybciej zapominają o zniewagach. Nie polegają tak bardzo na innych w zakresie walidacji. W pewnym momencie życia zdają sobie sprawę, że mają ograniczenia i wady – są w stanie z tych wad żartować i nie brać do siebie zniewag. Tacy ludzie mają kompletny obraz samych siebie, więc ich miłość własna jest pod wieloma względami bardziej realna i pełna. Dysponując tego rodzaju mocnymi fundamentami wewnętrznymi, są w stanie częściej i łatwiej niż inni kierować swoją uwagę na zewnątrz – w jednym z dwóch kierunków, a czasem w obu jednocześnie. Przede wszystkim mogą kierować uwagę i miłość na swoją pracę, stając się wielkimi artystami, twórcami i wynalazcami. Ponieważ potrafią koncentrować się na pracy bardziej intensywnie niż inni, zwykle odnoszą w swoich przedsięwzięciach sukcesy, co zapewnia im niezbędny poziom uwagi i zainteresowania innych. Mogą miewać chwile zwątpienia i niepewności, a jako artyści być nieustannie rozedrgani, ale praca stale uwalnia ich od nadmiernego egocentryzmu.

Drugim kierunkiem, jaki obierają zdrowi narcyzi, jest otwieranie się na ludzi i rozwijanie w sobie empatii. Wyobraź sobie empatię jako obszar znajdujący się na samym szczycie skali i poza nią – jako całkowitą absorpcję innych. My, ludzie, z natury dysponujemy niezwykłymi zdolnościami rozumienia innych “od wewnątrz”. W pierwszych latach życia czujemy się całkowicie związani z matką – jesteśmy w stanie w sposób prewerbalny wyczuwać jej nastrój i odczytywać wszystkie emocje, których doznaje. U ludzi, inaczej niż u pozostałych zwierząt, odnosi się to zresztą nie tylko do matki, ale także do innych opiekunów i osób z ich otoczenia.

To fizyczna postać empatii, którą odczuwamy także jako dorośli do najbliższych przyjaciół, małżonków czy partnerów. Mamy także naturalną zdolność przyjmowania punktu widzenia innych, zdawania sobie sprawy z tego, o czym myślą. Z powodu naszego egocentryzmu te umiejętności pozostają w znacznej mierze uśpione, w wieku mniej więcej dwudziestu kilku lat, dysponując większym zasobem pewności siebie, możemy jednak zacząć kontrolować się na innych i na nowo je odkrywać. Ci z nas, którzy okazują empatię w ten sposób, często stają się doskonałymi obserwatorami więzi społecznych w dziedzinie sztuki lub nauki, terapeutami i przywódcami najwyższego szczebla.

Potrzeba rozwijania w sobie tego rodzaju empatii jest dziś większa niż kiedykolwiek wcześniej. Wiele badań wskazuje, że od późnych lat siedemdziesiątych XX wieku mamy do czynienia ze stopniowym wzrostem poziomu egocentryzmu i narcyzmu u młodych ludzi, zdecydowanie przyspieszającym od roku 2000. Wiele można w tej kwestii przypisywać technologii i internetowi. Poświęcamy po prostu coraz mniej czasu na interakcje społeczne, a coraz więcej na nawiązywanie kontaktów w sieci, co sprawia, że coraz trudniej jest nam rozwijać empatię i doskonalić umiejętności społeczne. Empatia, jak każda umiejętność, wymaga koncentracji uwagi. Jeśli nasza uwaga jest nieustannie absorbowana przez potrzebę spoglądania na ekran smartfona, to nigdy tak naprawdę nie zyskujemy oparcia w uczuciach innych ludzi i nigdy nie przyjmujemy ich punktów widzenia. Ciągle wracamy do własnego wnętrza, prześlizgując się wyłącznie po powierzchni interakcji społecznych, i nigdy tak naprawdę się w te interakcje nie angażując. Nawet w tłumie pozostajemy zasadniczo samotni. Ludzie stają się dla nas tylko narzędziami – nie są po to, aby tworzyć z nimi więzi, ale by koić nasze poczucie niepewności.

Nasze mózgi zostały skonstruowane tak, by umożliwiać nam ciągłe interakcje społeczne; złożoność tych interakcji jest jednym z głównych czynników które drastycznie zwiększyły poziom naszej inteligencji jako gatunku. Ograniczanie angażowania się w kontakty z innymi zaczyna w pewnym momencie negatywnie wpływać na mózg i prowadzi do atrofii umiejętności społecznych. Co gorsza, nasza kultura wykazuje tendencję do podkreślania najwyższej wartości indywidualności i praw jednostki, zachęcając nas tym samym do coraz głębszego pogrążania się w sobie. Dostrzegamy coraz więcej ludzi, którzy nie wyobrażają sobie, że inni mogą mieć inny punkt widzenia – że nie wszyscy jednakowo myślimy i tego samego pragniemy.

Musisz się starać przeciwdziałać tym zjawiskom i wytwarzać empatyczną energią. Poszczególne elementy spektrum mają charakterystyczne cechy. Głęboki narcyzm sprawia zazwyczaj, że pogrążamy się coraz bardziej w sobie, bo nasza więź z rzeczywistością ulega osłabieniu i nie jesteśmy w stanie naprawdę koncentrować się na pracy czy rozwijać relacji. Empatia działa odwrotnie. Gdy coraz częściej kierujemy uwagę na zewnątrz, zyskujemy stały dostęp do pozytywnych informacji zwrotnych. Inni coraz bardziej łakną naszego towarzystwa. Powinniśmy rozwijać umiejętności w zakresie empatii, bo dzięki nim będziemy efektywniej pracować i bez szczególnych starań przyciągać uwagę innych, a to coś, dzięki czemu się rozwijamy. Empatia tworzy własną, pozytywną dynamikę.

Oto cztery elementy wchodzące w skład zestawu zdolności empatycznych.

Postawa empatyczna

Empatia jest czymś więcej niż tylko stanem umysłu, określonym sposobem odnoszenia się do innych. Największym niebezpieczeństwem, jakie w tym kontekście napotykamy, jest ogólne założenie, że naprawdę rozumiemy ludzi i że jesteśmy w stanie błyskawicznie ich oceniać i kategoryzować. Zamiast tego powinieneś zacząć od założenia, że jesteś ignorantem i że masz naturalne uprzedzenia, które sprawiają, że oceniasz innych nieprawidłowo Ludzie wokół Ciebie noszą maski, które odpowiadają ich celom. A Ty mylisz te maski z rzeczywistością. Pozbądź się skłonności do przedwczesnych ocen. Otwórz umysł, aby zobaczyć ludzi w nowym świetle. Nie zakładaj, że jesteś podobny do innych lub że podzielają oni Twoje wartości. Każda osoba, którą poznajesz, jest jak nieodkryty ląd o bardzo szczególnej florze psychologicznej, którą powinieneś dokładnie zbadać. I przygotuj się na to, że będziesz zaskoczony tym, co odkryjesz. Taki elastyczny, otwarty duch przypomina kreatywną energię – gotowość rozważania większej niż zazwyczaj liczby dostępnych opcji. To istotne, bo tak naprawdę rozwijanie umiejętności empatii pogłębia także naszą kreatywność.

Najlepiej jest rozpocząć taką transformację własnego nastawienia od codziennych rozmów, jakich prowadzimy bez liku. Spróbuj odwrócić typowy impuls, który popycha Cię do mówienia i wyrażania swoich opinii, a zamiast tego dowiedz się, jaki jest punkt widzenia Twojego rozmówcy. Przecież jesteś go niezmiernie ciekaw! Postaraj się, najlepiej jak potrafisz, wyciszyć swój nieprzerwany monolog wewnętrzny. Poświęć całą uwagę drugiej osobie. Chodzi tu o jakość słuchania, o to, abyś mógł w trakcie rozmowy odnieść się do tego, o czym mówił Twój rozmówca, albo do tego, co nie zostało powiedziane, ale co wyczułeś. Osiągniesz w ten sposób niezwykle silny efekt oczarowania.

W ramach takiej postawy zapewniamy innym identyczny poziom wyrozumiałości jak ten, który przyznajemy sobie sami. Oto przykład: wszyscy wykazujemy tendencję do przypisywania winy za własne błędy okolicznościom, które skłoniły nas do określonych działań. Kiedy jednak błędy popełniają inni, mamy skłonność do postrzegania tego w kategoriach wad ich charakteru, czegoś, co wypływa z ograniczeń ich osobowości. Cecha ta znana jest pod nazwą błędu atrybucji. Musisz się jej przeciwstawić. Dysponując postawą empatyczną najpierw powinieneś się zastanowić nad okolicznościami, które mogły sprawić, że ktoś zrobił to, co zrobił, przyznając mu taki sam kredyt zaufania, jaki przyznałbyś sobie.

Przyjęcie takiej postawy zależy od jakości Twojej miłości własnej. Jeśli czujesz się zdecydowanie lepszy od innych lub pogrążasz się w niepewności, doświadczane przez Ciebie chwile empatii i współodczuwania emocji innych będą płytkie. Tym, czego potrzebujesz, jest całkowita akceptacja własnego charakteru, w tym także własnych wad, które powinieneś nie tylko wyraźnie dostrzegać, ale nawet cenić i kochać. Nie jesteś doskonały. Nie jesteś aniołem. Masz taką samą naturę jak inni. Dzięki takiej postawie będziesz zdolny do tego, by się z siebie śmiać i nie brać do siebie zniewag. Dysponując rzeczywistą wewnętrzną mocą i odpornością, będziesz w stanie łatwiej kierować własną uwagę na zewnątrz.

Instynktowna empatia

Empatia jest narzędziem emocjonalnego dostrajania się do innych. Trudno jest nam odczytywać lub wyczuwać myśli innych osób, ale ich uczucia i nastroje są dla nas znacznie łatwiejsze do zrozumienia. Wszyscy wykazujemy skłonność do wychwytywania emocji innych. Fizyczne granice między nami a innymi ludźmi są znacznie mniej nieprzenikalne, niż to sobie uświadamiamy. Inni nieustannie oddziałują na nasze nastroje. tym, czym zajmujemy się tutaj, jest przekształcanie reakcji fizjologicznej w wiedzę. Zwracaj szczególną uwagę na nastroje innych, które ujawnia język ich ciała, i na napięcie emocjonalne, które demonstrują. Może ono być albo zsynchronizowane z tym, co mówią, albo nie. To napięcie może się manifestować jako pewność siebie, niepewność, defensywność, arogancja, frustracja czy podniecenie. Jego fizycznymi przejawami są nie tylko ton głosu, ale także gesty i postawa. Podczas każdego spotkania musisz próbować go wykryć, zanim zwrócisz uwagę na to, co usłyszysz. Dzięki temu będziesz instynktownie przygotowany na odpowiednią fizyczną reakcję. Defensywność osoby, z którą się spotykasz, będzie mogła wywoływać w Tobie podobne uczucie.

Kluczowym elementem zachowań innych, które próbujemy zrozumieć, są ich intencje. Za wszelkimi intencjami (i wypowiedziami) kryją się emocje. Dostrajając się do tego, czego chcą inni – do ich celów – i zachowując koncentrację, rejestrujemy ich zachowania także fizycznie. Przyjrzyjmy się na przykład sytuacji, gdy ktoś, kogo znasz, nagle zaczyna okazywać niezwykłe zainteresowanie Twoim życiem i poświęcać Ci tak wiele uwagi, jak nigdy wcześniej. Czy to naprawdę próba nawiązania kontaktu, czy chodzi wyłącznie o odwrócenie Twojej uwagi, zmiękczenie Cię, aby następnie móc Cię wykorzystać do własnych celów? Zamiast koncentrować się na słowach świadczących o zainteresowaniu i ekscytacji, skup się na własnych odczuciach wobec tej osoby. Czy słucha Cię uważnie? Czy utrzymuje stały kontakt wzrokowy? A może, mimo że Cię słucha, wydaje się zaabsorbowana sobą? Jeśli stajesz się obiektem nagłej uwagi, ale wydaje Ci się to mało wiarygodne, wiedz, że ktoś zamierza prawdopodobnie czegoś od Ciebie zażądać, w jakiś sposób Cię wykorzystać lub zmanipulować.

Teb rodzaj empatii wiąże się w dużej mierze z funkcjonowaniem neuronów lustrzanych – które uaktywniają się w naszym mózgu, gdy obserwujemy, jak ktoś coś robi, na przykład podnosi jakiś obiekt, i odczuwamy to w taki sposób, jakbyśmy to robili sami. Umożliwia nam to wejście w rolę tej innej osoby i poczucie się tak, jak czuje się ona. Badania wykazały, że ludzie którzy osiągają bardzo dobre wyniki w testach empatii, bywają na ogół doskonałymi mimikami. Gdy ktoś się uśmiecha lub krzywi z bólu, mają tendencję do nieświadomego naśladowania jego mimiki, co zapewnia im możliwość wczuwania się w to, co czują inni. Gdy widzimy, że ktoś jest uśmiechnięty i ma dobry nastrój, zwykle działa t o na nas zaraźliwie. Zjawisko rozpoznawania emocji innych możemy wykorzystywać świadomie, albo dosłownie naśladując ich mimikę, albo przywołując wspomnienia własnych doświadczeń, które wzbudzały w nas podobne emocje. Alex Haley przed rozpoczęciem pisania Korzeni spędził sporo czasu w ciemnym wnętrzu statku, próbując odtwarzać w sobie przerażające uczucie klaustrofobii, którego musieli doświadczać niewolnicy. Instynktowne połączenie z ich uczuciami umożliwiło mu opisanie realiów, w jakich przyszło im żyć.

Empatyczną reakcję innych wywołuje także ich naśladowanie. Może ono mieć charakter fizyczny, co jest znane jako efekt kameleona. Osoby, które fizycznie i emocjonalnie angażują się w rozmowę, wykazują tendencje do naśladowania wzajemnie swoich gestów i pozycji, na przykład krzyżowania nóg. Do pewnego stopnia możesz to robić świadomie, naśladując kogoś celowo, aby wytworzyć więź. Porozumienie pogłębia także potakiwanie i uśmiechanie się w trakcie rozmowy. Możliwe jest nawet wejście w ducha drugiej osoby, gdy głęboki wchłaniamy jej nastrój i emitujemy go zwrotnie w jej kierunku. Tworzymy wtedy poczucie porozumienia. Ludzie skrycie pragną takiej emocjonalnej więzi w codziennym życiu, bo niezwykle rzadko jej doświadczają. Fakt stawania się przez nas lustrem innych ludzi ma na nich hipnotyczny wpływ i przemawia do ich narcyzmu.

Ćwicząc ten rodzaj empatii, pamiętaj, że musisz zachowywać pewien dystans. Nie możesz bez reszty zagłębiać się w emocje drugiej osoby. Utrudniłoby Ci to analizę pozyskiwanych danych i mogłoby prowadzić do utraty kontroli, a to nic dobrego. Oddawanie się temu zbyt namiętnie i w nazbyt oczywisty sposób może także wprawiać rozmówcę w zakłopotanie. Powinniśmy umieć przytakiwać, uśmiechać się i odbijać emocje wyłącznie w wybranych momentach, w subtelny i prawie niemożliwy do wykrycia sposób.

Empatia analityczna

Powodem, dla którego jesteśmy w stanie tak doskonale rozumieć przyjaciół lub partnerów, jest to, że dysponujemy znacznym zasobem informacji o ich gustach, wartościach i pochodzeniu rodzinnym. Wszyscy doświadczaliśmy uczucia, że kogoś znamy, a potem musieliśmy dostrajać nasze pierwotne wrażenia, pozyskując więcej informacji. Należy zatem stwierdzić, że chociaż empatia fizyczna ma niezwykłą moc, musi być uzupełniana przez empatię analityczną. Może się to okazać szczególnie pomocne w przypadku osób, wobec których czujemy opór i z którymi trudno nam się utożsamić – ponieważ tak bardzo się od nas różnią albo jest w nich coś, co nas odpycha. W takich przypadkach w naturalny sposób zaczynamy ich oceniać i kategoryzować. Istnieją ludzie, którzy nie są warci jakichkolwiek starań z naszej strony – zupełni głupcy czy po prostu psychopaci. Większość innych, których trudno nam zrozumieć, powinniśmy jednak postrzegać w kategoriach doskonałych wyzwań i sposobu na podniesienie poziomu naszych umiejętności. Abraham Lincoln wyraził to następująco: “Nie lubię tego człowieka. Muszę go lepiej poznać”.

Empatia analityczna ujawnia się głównie w rozmowach i w procesie gromadzenia informacji, co umożliwia nam wchodzenie w ducha innych. Niektóre informacje są cenniejsze od innych. Moglibyśmy na przykład chcieć się dowiedzieć, jakie wartości wyznają określone osoby, a wartości najczęściej kształtują się w najwcześniejszych latach życia. Ludzie zwykle tworzą określone koncepcje tego, co uważają za siłę, wrażliwość, hojność czy słabość, obserwując rodziców i własne z nimi związki. Widząc mężczyznę, który płacze, jedna kobieta może to uznać za oznakę wrażliwości i coś pociągającego, a inna za słabość i zachowanie wręcz odpychające. Nie rozumiejąc na odpowiednim poziomie ludzkich wartości lub emitując własne, błędnie odczytujemy reakcje innych i doprowadzamy do niepotrzebnych konfliktów.

Twoim celem powinno być zebranie jak najwięcej informacji o wczesnych latach życia osób, które analizujesz, i ich związkach z rodzicami i rodzeństwem. Pamiętaj, że ich aktualne relacje z rodziną także bardzo wiele mówią o przeszłości. Postaraj się dowiedzieć, jak takie osoby reagują na obecność autorytetów. Pomoże Ci to sprawdzić, w jakim stopniu cechuje je natura buntownika lub uległość. Wiele mówi także ich gust w kwestii doboru partnerów.

Jeśli obiekty badań wydają się niechętne do rozmowy, spróbuj zadawać otwarte pytania lub zaczynaj od szczerych wyznań na własny temat, aby zbudować zaufanie. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie uwielbiają rozmawiać o sobie i swojej przeszłości, zazwyczaj więc łatwo jest skłonić ich do otwarcia się. Poszukaj punktów zapalnych, które wskazują obszary wyjątkowej wrażliwości. Jeśli obiekt analizy wywodzi się z innego kręgu kulturowego, niezwykle istotne jest zrozumienie tego kręgu w kontekście jego doświadczeń. Twoim celem powinno być ustalenie, co czyni obserwowane osoby wyjątkowymi. Miej świadomość, że szukasz tego, czym różnią się one od Ciebie i innych ludzi, których znasz.

Umiejętność okazywania empatii

Stawanie się osobą empatyczną to proces, jak wszystko inne. Abyś mógł nabrać pewności, że naprawdę robisz postępy i doskonalisz swoją umiejętność rozumienia innych na głębszym niż podstawowy poziomie, musisz zapewnić sobie informację zwrotną. Może ona przybrać jedną z dwóch postaci: bezpośrednią i pośrednią. W przypadku postaci bezpośredniej pytamy ludzi o ich myśli i uczucia, aby dowiedzieć się, czy je poprawnie odgadliśmy. Może to być bardzo dokładna miara naszych umiejętności, ale należy stosować ją dyskretnie i w sposób oparty na zaufaniu. Istnieje także postać pośrednia, w ramach której wyczuwamy poziom wzajemnego zrozumienia i to, na ile skuteczne są naszym zdaniem określone techniki.

Aby móc rozwijać tę umiejętność, pamiętaj o kilku kwestiach. Po pierwsze, z im większą liczbą osób będziesz wchodzić w interakcje, tym lepiej. Po drugie, im bardziej różnorodne będą te osoby, tym bardziej wszechstronne staną się Twoje umiejętności. Pamiętaj także o tym, że nic nie jest niezmienne. Nasze wyobrażenia o innych nigdy nie stają się niepodważalnymi osądami. Podczas spotkań pamiętaj, że powinieneś być uważny, aby móc stwierdzać, w jaki sposób Twoi interlokutorzy zmieniają się w trakcie rozmowy i w jaki wywierasz na nich wpływ. Uważnie obserwuj sytuację. Staraj się dostrzegać, jak Twoje obiekty wchodzą w interakcję nie tylko z Tobą, ale także z innymi – bo ludzie często zachowują się różnie, w zależności od tego, z jaką osobą mają do czynienia. Staraj się także koncentrować nie na kategoriach, ale na charakterze uczuć i nastroju, jaki inni w Tobie wywołują, i pamiętaj, że ten aspekt postrzegania innych także nieustannie się zmienia. Nabierając w swoich działaniach coraz większej wprawy, zaczniesz dostrzegać rozliczne sygnały, jakie wysyłają inni, informując w ten sposób otoczenie o charakteryzujących ich stanach psychologicznych. Zaczniesz zauważasz więcej. Nieustannie łącz to, co instynktowne, z tym, co analityczne.

Gdy poziom Twoich umiejętności będzie się stawał coraz wyższy, poczujesz ekscytację i motywację do jeszcze bardziej dogłębnych badań. Ogólnie rzecz biorąc, zauważysz, że łatwiej Ci iść przez życie, bo zaczniesz unikać niepotrzebnych konfliktów i nieporozumień.



0 Udostępnień
Może Cię zainteresować